Uwielbiam Rudawy Janowickie, mogę tu wracać bez końca. Dlaczego?
Wyobraź sobie, że znowu masz 11 lat, odrobiłeś lekcje i do kolacji zostało jeszcze trochę czasu. Zbyt mało na „grubszą akcję” z ekipą, ale dość, by wybiec na podwórko i solidnie się spocić i ubrudzić. Właśnie takim podwórkiem są dla mnie Rudawy. Mogę na nie wybiec tak jak stoję, prawie z marszu. Tu czuję się jak u siebie. I choć odwiedzałem je niezliczoną ilość razy to tak ja swoim podwórku – zawsze znajdzie się deska lub kamień, po który wcześniej nie zajrzałem i mogę odkryć coś nowego 😉
Przeczytaj i zaplanuj swój wyjazd, może pokochasz Rudawy jak ja?
Na końcu znajdziesz galerię zdjęć z mojego wyjazdu na zachętę!
Kilka powodów, dla których powinieneś się zainteresować Rudawami Janowickimi jeśli oczywiście jeszcze ich nie znasz:
1. Większość obszaru Rudaw objęta jest programem „Zanocuj w lesie” a więc na legalu można biwakować, hamakować, itp. Jest to powód, dla którego często wybieram to miejsce na wyjazdy ze znajomymi lub dzieciakami. Polecam.
2. Pasmo jest gęsto poprzecinane szlakami i drogami leśnymi, więc można sobie łatwo zaplanować różne przebiegi trasy i mimo małego obszaru, nakręcić sporo kółek 😉
3. Tereny te mają długą tradycję turystyczną, w wielu miejscach można odkrywać pozostałości dawnej infrastruktury turystycznej jak schody, kładki, poręcze. Dziś często zaniedbane, ale pobudzające wyobraźnię.
4. Rudawy Janowickie i pobliskie Góry Sokole to prawdziwy raj dla poszukiwaczy ciekawych form skalnych, bloków wystających pośród drzew i punktów widokowych na skałach. Jest tu tego bardzo dużo i z tego powodu jest to prawdziwy plac zabaw dla amatorów wspinaczki.
Wypad, który opisuję, miał miejsce na początku marca 2024 r. i trwał od piątku do niedzieli. Trasa była trochę nietypowa, bo ze względu na częste wizyty w regionie chciałem pójść nieco inną trasą niż zwykle i odwiedzić miejsca poza oficjalnymi szlakami turystycznymi i by być precyzyjnym, odwiedziłem też Góry Sokole (potocznie Sokoliki, niem. Falkenberge) i przespacerowałem się szlakiem przez łąki i stare hale pasterskie.
Zapraszam na wycieczkę!
- Rejon wycieczki: Polska, Rudawy Janowickie, Góry Sokole
- Czas przejścia: 16,5 godzin ( u mnie od przedpołudnia w piątek do południa w niedzielę)
- Długość trasy: 36 km, link do trasy,
- Poziom trudności: 1 (krótkie odcinki przełajowe, wymaga dobrej orientacji w terenie)
Dzień pierwszy - ruiny Zamku Bolczów i szwendanie się po skałkach
Na miejsce początku i końca mojej wycieczki wybrałem Janowice Wielkie. W okolicy jest wiele ciekawych miejscowości, ale ja lubię zaczynać stąd. Samochód zostawiłem na darmowym parkingu przy Urzędzie Gminy. Po drugiej stronie ulicy znajduje się Dworzec PKP więc jeśli Twój środek transportu to kolej, zaczniesz prawie dokładnie w tym samym miejscu.
Polecane parkingi w Janowicach Wielkich:
– darmowy: pod Urzędem Gminy, ul. Kolejowa 2 (mapa),
– darmowy: przy Dworcu PKP, ul. Kolejowa 3 (mapa),
– darmowy: przy Parku Zielona Dolina, ul. 1 Maja (mapa), przyjemne miejsce do odpoczynku, jest tu WC,
– darmowy (marzec 2024): przy sklepie Dino, ul. 1 Maja 25a (mapa).
Janowice Wielkie
Wysokość: 375 m n.p.m.
Samochód zostawiłem na parkingu pod Urzędem Gminy, szlak zielony, którym rozpoczynałem wędrówkę, biegnie tuż obok.
Dalej => idź na zachód ulicą Kolejową, następnie skręć w ul. Wojska Polskiego a potem ul. Zamkową. Trzymaj się zielonego szlaku.
Miejscowość jest niepozorna, możliwe, że nie słyszałeś o niej wcześniej. Kiedyś jednak była miejscem tętniącym życiem, funkcjonował tu przemysł a okoliczne góry i lasy wykorzystywane były dla celów wypoczynkowych. Do dziś zachowało się trochę świadczących o tym zabytków zarówno w samych Janowicach Wielkich jak i okolicy.
Idziemy w góry więc wracam do trasy, a zainteresowanych odsyłam do innych źródeł, choćby Wikipedii (link do wpisu). Zielony szlak wyprowadzi Cię poza granice miejscowości, wkroczysz na wygodną leśną drogę prowadzącą do ruin Zamku Bolczów. I to jest miejsce petarda! Sama historia miejsca jest bardzo bogata, od wojen husyckich przez Potop Szwedzki. Dwukrotnie niszczony a potem odbudowywany. Przez pewien czas miejsce zaadaptowano nawet na potrzeby turystów i mieściło się tu schronisko – gospoda. Ciekawa jest też konstrukcja, zamek zbudowano wykorzystując znajdujące się w tym miejscu formy skalne, w zasadzie oklejając je murami obronnymi. Czasami trudno dostrzec, którą część warowni stworzyła natura, a którą człowiek.
Dziś miejsce jest tzw „zabezpieczoną ruiną” dostępną dla turystów, przygotowane są miejsca na odpoczynek i ognisko. Kilkukrotnie nocowałem już w tych ruinach, czy to ze znajomymi, czy też dzieciakami. Taki wieczór przy ognisku a potem nocleg pod namiotem w starych, zamkowych ruinach to jest coś co zapada w pamięć 😉
Pod samą bramę Zamku Bolczów dochodzi droga… Zamkowa. I tą drogę wybierz opuszczając ruiny.
W okolicy zamku jest też kilka ciekawych form skalnych, można się wdrapać na Urwistą, obok jest też grupa skał tworzona przez Kazamaty, Bukową Turnię i Bukowy Masyw. Układają się one jakby w podkowę dając osłonę przed wiatrem i wzrokiem turystów wędrujących szlakiem. Pomyślałem, że może to być ciekawe miejsce na nocleg. Następnego dnia spotkałem ludzi, którzy zawitali tu kilka godzin po mnie i zostali tu na noc. Czyli moja pierwsza myśl o tym miejscu okazała się trafiona!
Przy okazji, jeśli to czytacie – serdeczne pozdrowienia od gościa z Sokolika.
Kieruj się dalej na południe drogą Zamkową aż do Głazisk Janowickich.
Głaziska Janowickie
Wysokość: 662 m n.p.m.
Tak naprawdę chodzi o skrzyżowanie szlaków obok formacji skalnej o tej nazwie.
Dalej => kieruj się na południowy zachód, wejdź na szlak niebieski
Szlak prowadzi w dół, do doliny potoku Janówka. Niedługo po rozpoczęciu zejścia po prawej stronie zauważysz grupę skał, jest tam Skała z Sosną, Skała z Dziobem, ale i Skała z Jaskinią. Kilka lat temu natknąłem się tam na obozowisko człowieka, który wybrał mieszkanie w lesie zamiast ulokować się gdzie indziej. Jego miejscem bytowania była nisza pod wielkim głazem, którą uszczelnił tym co miał. Dziś jego miejscówka przekształciła się w śmietnik, nie widziałem tam śladów świadczących by ktoś tam nadal mieszkał. Co się stało z lokatorem? Nie wiem, może załapał się na preferencyjny kredyt hipoteczny i wyprowadził do Wrocławia? Ślady dawnego obozowiska są od zachodniej strony Skały z Jaskinią.
Idąc szlakiem dalej w dół polecam odbić w prawo, są tam stare drogi leśne, rzadko uczęszczane, ale klimatyczne, spacerując nimi dojdziesz w popularne miejsce wspinaczkowe, są to Ścianki. Ścianki są trzy a oprócz nich jest jeszcze Zaścianek, Nadścianek i Zaroślak. Jeśli tak jak ja wędrujesz tylko ze sprzętem biwakowym i akurat nie masz zestawu lin, szekli i partnera do asekuracji mam dla Ciebie dobrą wiadomość – na górę można się dostać bez tego! Od zachodniej strony dość łatwo można się wdrapać po zboczu, oczywiście zostawiając plecak na dole. Fajna zabawa przy zachowaniu ostrożności (!!!).
Następnie przejdź na drugą stronę Janówki, obok tablicy informacyjnej jest ścieżka w las do kolejnych skałek. Najpierw Malinowa potem Poziomkowa a za nimi Piec.
Piec
Wysokość: ok 570 m n.p.m.
Potężna granitowa formacja skalna z punktem widokowym na górze.
Dalej => obejdź skałę dookoła i przejdź na drugą stronę drogi w kierunku Skalnego Mostu
Okolice Pieca to bardzo wyjątkowa część Rudaw. Jeśli obszedłeś go dookoła tak jak ja, to już możesz sobie pogratulować, większość osób widzi sam jego wierzchołek z punktem widokowym, wchodząc na niego z idącej od wschodu drogi. Nie mają pojęcia jak duża i ciekawa jest to skała. Dość powiedzieć, że wytyczono na niej 17 dróg wspinaczkowych! Ma też ciekawą historię. Dawno temu dawała schronienie chłopom uciekającym z dobytkiem w czasie wojen i najazdów, obozowali pod nawisem, który chronił ich przed kaprysami aury. Potem na górze urządzono punkt widokowy, do którego prowadziło kilka dróg. Dziś część ściany jest trwale wyłączona z możliwości wspinania gdyż daje schronienie ptakom, które zakładają tu gniazda.
Odwiedzając to miejsce tym razem dokonałem smutnego dla mnie odkrycia. Dawno temu, jeden ze szlaków spacerowych na Piec wiódł przez las, na zachód od skały, dziś już zostało po nim niewiele śladów, ale bardzo lubiłem tamtędy chodzić. Las był tam stary, cichy, wilgotny i omszały. Płynie przez niego strumień przelewający się między porośniętymi mchem kamieniami. Planowałem kiedyś zatrzymać się tam na noc. Teraz zauważyłem, że tego lasu już nie ma, poszedł do wycięcia, a spokojną dolinkę przeryły harwestery. To było naprawdę klimatyczne miejsce. Cieszę się, że trafiłem tam przed wycinką.
Wejdź na skałę, rzuć okiem na widoki, odpocznij na ławeczce a potem kieruj się dalej pod Skalny Most.
Skalny Most
Wysokość: ok 600 – 620 m n.p.m.
Najbardziej charakterystyczna dla Rudaw Janowickich formacja skalna, nie możesz jej pominąć.
Dalej => podejdź pod skałę od północy i kieruj się wzdłuż niej na południe a potem kieruj się na wschód w kierunku kolejnych formacji.
Skalny most jest wysoką ścianą skalną, wspinacze określają takie formację chyba jako grzęda. Swoją nazwę i sławę zawdzięcza jednak blokowi skalnemu który tkwi w górnej części przecinającej formację szczeliny, tworząc coś na wzór mostu. Mnie najbardziej jednak fascynują drzewa, które uparły się by rosnąć akurat na szczycie skały i samym skalnym klinie.
Głaz uparł się i nie spada, choć powinien, drzewka uparły się i rosną, choć pozornie nie ma tam warunków. Przyroda jest zachwycająca!
Polecam spędzić trochę czasu przy Skalnym Moście i jego okolicach, ze względu na pięknie odsłonięte ściany można zobaczyć układ skał tworzących te góry, przypatrz się dobrze a zauważysz pas charakterystycznych skał, wyglądających trochę jak kostki rozdzielające litą skałę. Ten wzór możesz potem odnaleźć w wielu odsłoniętych fragmentach skał w okolicy.
Za tą wielką skalną ścianą kiedyś rozpościerał się piękny i spokojny fragment lasu, po którym stąpało się cicho i delikatnie ze względu na grubą warstwę mchu. Wprost wymarzone miejsce na biwak, tym bardziej, że znajdujące się tu skały jak Kredens czy Czaszka dawały osłonę w razie pogorszenia się pogody. Dziś niestety i tu dojeżdżają już harwestery, ale może się zatrzymają…
Chciałem pobawić się trochę fotografując skały pod różnymi kątami i doszukując się w nich ukrytych kształtów, niestety, w czasie mojej wizyty dzień był dość pochmurny i niewiele dało się wypatrzeć, może Tobie się uda?
Następny etap wędrówki składa się w dużej mierze z przedzierania przez zarośla, chciałem odwiedzić kilka skałek, do których nie prowadzi żadna droga, ciekawe, że przy okazji trafiłem na stare oznakowanie szlaku, który kiedyś musiał tędy prowadzić w kierunku Lwiej Góry. Od dawna nikt z niego nie korzysta. Brak śladów wędrowców. Może ktoś wie skąd i dokąd prowadził? Proszę o informację w komentarzu.
W tym rejonie jest sporo skałek, porozrzucanych w lesie, wiele z nich nie ma swojej nazwy i nie widnieje na żadnej mapie. Skierowałem się na Wilczą Turnię. Obok znajdującej się wyżej skalnej iglicy zaczyna się stara leśna droga, bardzo wygodna do wędrówki i prowadząca tuż obok Wilczych Turni, na skały, które je tworzą można się wdrapać i warto! Jest stąd świetny widok na Lwią Górę i Sokoliki.
Mój kolejny cel to Świnia Góra, a że nie prowadzi tam prosta ścieżka trzeba się trochę przedzierać przez las, na szczęście nie jest to ani długi ani trudny odcinek. Warto tylko być ostrożnym, szczególnie wiosną bo w tym rejonie sporo jest miejsc podmokłych i nietrudno zatankować but wodą do pełna 😉
Świnia Góra
Wysokość: 750 m n.p.m.
Góra ma wyraźnie zaznaczony szczyt dzięki charakterystycznym blokom skalnym jednak nic szczególnego na niej nie znalazłem.
Dalej => kieruj się na północny zachód w kierunku Lwiej Góry
Idąc przez las w końcu dotrzesz do czarnego szlaku, jest on poprowadzony tak, by odwiedzić kilka ciekawych formacji skalnych. Miej oczy szeroko otwarte, wyobraźnię wkręcają tu na wysokie obroty wszyscy, którzy ze mną odwiedzili to miejsce, czy mają lat osiem, czy pięćdziesiąt osiem 😉 Każdy dopatrzy się czegoś innego.
Idąc dalej czarnym szlakiem dotrzesz aż na Starościńską Skałę i Lwią Górę.
Lwia Góra
Wysokość: 718 m n.p.m.
Jedno z moich ukochanych miejsc w Polsce, zakochałem się od pierwszej wizyty.
Dalej => na Lwiej Górze lub w okolicach można spędzić noc, do czego zachęcam, a następnego dnia rozpocząć wędrówkę od powrotu na czarny szlak.
Teraz będzie dłuższy akapit i pewnie wypełniony przesadnie egzaltowanymi opisami, ale wiesz co? Mam to gdzieś, bo piszę o jednym z moich nawet nie ulubionych, a wręcz ukochanych miejsc w Polsce. Jeśli kiedyś zastanawiałeś się od jakiego miejsca zacząć swoją przygodę z biwakowaniem – zacznij tutaj! Było tu ze mną już wiele osób i wszyscy wracali zachwyceni i co ciekawe, każdego ujęło coś innego. Jedni zakochali się w samej Lwiej Górze, która kiedyś była ( i w sumie nadal jest) popularnym celem wycieczek, na jej szczycie jest mały labirynt skalny i fantastyczny punk widokowy na okolicę i Karkonosze. Inni zostali zauroczeni potężnym drzewem na skraju starego kamieniołomu, oplatającym korzeniami wielki głaz i tworzącym świetne miejsce do kontemplacji. Wiele wspomnień powstało też w czasie buszowania między okolicznymi formacjami skalnymi, opisywania swoich skojarzeń i wymyślania im nowych nazw.
Na bardzo małej powierzchni skupionych jest tu sporo różnych elementów, które skupiają się w fantastyczną całość.
Wskazówki dla tych, którzy już zabierają się za pakowanie plecaka:
1. Lwia Góra – od bardzo dawna była miejscem uczęszczanym, na szczycie powstał nawet punkt widokowy na Karkonosze. Do dziś droga na niego wiedzie po wykutych dawno temu w skale schodach. Nazwa pochodzi od figury lwa, która została kiedyś ustawiona na półce skalnej przez właścicieli tych ziem, ale że była z metalu „nadającego się do odzysku” została przez kogoś skutecznie odzyskana 😉 Dziś na skałach widać miejsca po dawnym napisie, który umieszczony był nad figurą lwa.
Na szczycie znajdują się ciasne przejścia i ścieżki, które niektórzy nazywają labiryntem lub małym miasteczkiem skalnym. A południowo zachodnią część szczytu zajmuje Starościńska Skała bardzo popularna wśród wspinaczy.
Po pierwszej wizycie w tym miejscu postanowiłem wrócić tu na biwak bo miejsce uważam za wymarzone do obserwowania wschodów i zachodów Słońca, niestety, mimo kilku wizyt jakoś nie miałem szczęścia do pogody. Więc trzeba będzie wrócić ponownie 😉
Na szczycie, choć miejsca jest mało, można rozbić namiot w przestrzeni między Starościańską Igłą a Nosorożcem (jak na zdjęciu niżej), ale uwaga, są to dwie spore powierzchnie skalne a pomiędzy nimi przestrzeń jest dość wąska i podłużna co sprawia, że przy silniejszym wietrze tworzy się tam taki ciąg, że odlatuje wszystko co nie jest solidnie przytwierdzone do podłoża. Na szczęście szpilki namiotowe wchodzą dobrze. Namiot można też rozbić pod drzewem u podnóża skały, na której jest punkt widokowy. Miejsce mniej spektakularne, ale bezpieczniejsze.
Znajduje się w okolicy ponoć jeszcze jaskinia, ale jej będę szukał następnym razem 😉
2. Kamieniołom – u podnóża Lwiej Góry funkcjonował kiedyś kamieniołom, dziś pozostało po nim jedynie ( dla mnie „aż”) malownicze wyrobisko skalne dziś zalane wodą. Stawek (a właściwie dwa) z jednej strony otoczony jest skalnym urwiskiem z niemal pionowymi ścianami a z drugiej dochodziła kiedyś droga i podejście jest wygodne. To bardzo klimatyczne miejsce. Na szczycie rośnie potężne drzewo tworzące parasol nad mała polanką idealną do odpoczynku i kontemplacji, to miejsce znajduje się mniej więcej tutaj. Obok, w wysokiej części kamieniołomu jest miejsce na 2- 3 małe namioty. Znajduje sie zaledwie kilka metrów od urwiska więc ostrożnie, ale za to wystarczy przejść kawałek i jest na czym oko zawiesić. Przybliżona lokalizacja miejscówki jest tutaj.
Istotne jest to, że bardzo blisko przebiegają szlaki turystyczne, jednak oddziela je od dwóch wyżej wymienionych miejsc składowisko kamieni, które kiedyś były tu wydobywane. Hałda jest na tyle stara i zarośnięta, że wyglada naturalnie a jednocześnie skutecznie zapewnia prywatność. WIększośc wędrujących osób nawet sobie nie zdaje sprawy, że obok są tak urokliwe miejsca. Obok kamieniołomu, ale w dolnej jego części znajduje się spora polana, zapewne kiedyś znajdowała się tu infrastruktura techniczna obiektu. Dziś jest to spore i dość równe miejsce, przechodzi tędy leśna droga. Jeśli dotrzesz tu większą grupą, lub szukasz bezpiecznego miejsca na biwak bo możliwe jest pogorszenie pogody, polecam właśnie to miejsce.
3. Okoliczne skały – w bezpośrednim sąsiedztwie Lwiej Góry i okolicach znajdziesz sporo formacji skalnych, które odpalają wyobraźnię. Zachęcam do buszowania, wymyślania, nazywania i fotografowania. Zapewniam, że wyobraźnia ponosi tu na równi dorosłych i dzieci. Słyszałem już o galeonie, małpoludzie/gorylu, diabelskim ołtarzu i wielu innych odkrytych kształtach. Warto zapuścić się zwłaszcza w ten rejon.
4. Woda – pod żadnym pozorem nie korzystaj z wody z kamieniołomu. Jest to woda stojąca, pełna butwiejących resztek organicznych i czort jeden wie z czym na dnie. Niedaleko jest strumyk, co prawda mały, ale zasilany przez dużą podmokłą część lasu poniżej Świniej Góry przez co nigdy nie spotkałem się z sytuacją by zabrakło w nim wody, nawet upalnym latem. Dojście jest proste i wygodne leśną drogą, znajdziesz go tutaj. Warto zabrać czerpak, bo może być trudno o miejsce do podstawienia butelki, ale da się i tak, trzeba tylko dłużej poszukać miejsca.
Obóz rozbiłem na Lwiej Górze. Wędrówka pierwszego dnia zajęła mi około 6,5 h, oczywiście można tą trasę zrobić dwukrotnie szybciej, ale jak się włazi co chwilę na jakąś skałę lub w krzaki…
Dzień drugi - przez wioski i pastwiska w Sokoliki.
Drugiego dnia zerwałem się rano by pożebrać z aparatem choć o kawałek ładnego widoku, na marne. Wszędzie chmury. Więc poświęciłem czas niespieszne śniadanie i leniwe zwiniecie obozu. Mimo absolutnego braku pośpiechu i tak uwinąłem się przed wizytą na górze pierwszych turystów. Wyruszyłem w drogę około 8:30.
Początkowo wróciłem na czarny szlak rozpoczynając schodzenie nim w dół . Co chwilę można się tutaj natknąć na wyrastające ze zbocza pośród drzew skały. Po około dwudziestu minutach dotarłem do Jokera, z tego miejsca jest całkiem dobry widok na Strużnicę i znajdującą się dalej Górę Mężykową (542 m n.p.m.). Po kolejnych kilku minutach marszu oczom moim okazała się grupa skał, z których jedna została przez kogoś okradziona. Nazywa się bowiem Enis, a sądząc po kształcie, ktoś jej ewidentnie ukradł „P” z nazwy!
Rzut beretem dalej czarny szlak krzyżuje się z leśną dróżką, w którą należy odbić w lewo. Wyjdziemy na obszerną łąkę. Do szlaku można dojść przez łąkę lub idąc jej skrajem, jest tam niewysoka skarpa, po której przemykają zwierzęta i kierując się na południe też dojdziemy do szlaku. Jest trudniej, ale widok przyjemniejszy.
W końcu dotrzesz do szerokiej drogi. Wiedzie nią na tym odcinku żółty szlak, mnie jednak bardziej zainteresował szlak czerwony imienia Janusza Boissé. Postanowiłem przy okazji tego wyjazdu przejść jego chyba najciekawszą część.
O tym, kim był Janusz Boissé możesz przeczytać tutaj , mi zapadł w pamięć fragment tekstu jego piosenki „Wertepy”, wykuty potem na upamiętniającym go głazie znajdującym się niedaleko szlaku.
„Przed nami górskie bezdroża,
I świerków na grani szum.
Za nami ludzkie, skłębione morza
I miasta skłócony tłum. ”
Wkrótce żółty szlak odbił w lewo, a ja pozostałem na szlaku czerwonym. Wiedzie tutaj szeroką drogą, na pewnym odcinku nawet pokrytą asfaltem. Gdzie nie gdzie ze zboczy spływa strumyk. Aż dziw, że nikogo tu nie spotkałem. Dotrzesz tak aż do dużej polany gdzie znajduje się (znajdowała??) Baza Hufca ZHP Łódź-Polesie oraz wspomniany wcześniej głaz upamiętniający Janusza Boissé. Nie wiem, czy harcerze jeszcze tu przyjeżdżają, resztki murowanej polowej kuchni raczej tego nie potwierdzają a miejsce jest na obóz zacne!
Po opuszczeniu leśnej polany zaczyna się robić ciekawie. Znika utwardzony trakt, droga robi się węższa, i węższa i węższa, a z czasem… Trzeba się dobrze rozglądać, którędy właściwie idzie szlak. Teren jest miejscami przeryty spływającymi strumykami, ale widać, że bardzo rzadko uczęszczany. Bomba!
Dróżka wiedzie przez cichy las, brak towarzystwa wynagradza niedogodności przedzierania się przez trawy, zwalone gałęzie i jeżyny.
Po nieco intensywniejszym podejściu dotrzesz znów do równej drogi by potem odbić w prawo i zejść z czerwonego szlaku na żółty prowadzący przez Gruszków.
Odcinek przez miejscowość nie jest długi, niestety w większości pozbawiony chodnika więc trzeba zachować ostrożność.
Zejście na szlak jest po prawej stronie obok zrujnowanej hali, kiedyś pewnie był tu jakiś zakład produkcyjny. Dziś rudera zabita dechami. Obok pustostanu, na szlaku zauważyłem ślady quada i pomyślałem, że to może nie być najprzyjemniejsza część dzisiejszej wycieczki. Byłem w błędzie.
Po opuszczeniu terenu zabudowanego, mijając Gruszkowską Górę szlak zaczął się robić przyjemniejszy. Pomija szczyty okolicznych gór, wiodąc w miarę poziomą ścieżką, więc idzie się lekko. Teren musiał przez pokolenia służyć do wypasu bo co chwila wychodząc z kolejnego zagajnika lądowałem na otwartej przestrzeni, która musiała być pastwiskiem. Były one oddzielone kamiennymi murami i żywopłotami, wędrując kilka razy przekracza się pozostałości dawnych barier oddzielających miejsca wypasu. Miejscami szlak wiedzie wśród szpalerów drzew, czasami przez otwarte łąki oferujące widok na okolicę. Dobrze się idzie.
Po kilku pewnym czasie wyjdziesz na rozległą łąkę, za którą znajdują się Karpniki. Nigdy nie miałem okazji zobaczyć jak wygląda wyremontowany Zamek w Karpnikach więc postanowiłem to zrobić teraz. Wygląda dobrze 😉
Zamek Karpniki
Wysokość: 378 m n.p.m.
Dawniej twierdza obronna dziś luksusowy hotel i restauracja. Jego historia sięga XIV w. Teren przy zamku jest udostępniony dla spacerowiczów i rowerzystów.
Dalej => od szlaku żółtego do zamku wiedzie trasa oznaczona na niebiesko, po odwiedzeniu zamku skręciłem na szlak zielony robiąc sobie pętlę po Karpnikach, by potem wrócić na szlak żółty, który prowadzi aż pod Szwajcarkę.
Teren, choć prywatny, otwarty jest dla wszystkich odwiedzających. Można pospacerować wokół zamku, posiedzieć na ławeczce nad stawami lub w altance. Niestety sam zamek nie jest udostępniony dla zwiedzających a jedynie dla gości obiektu. I tak jest to przyjemne miejsce na odpoczynek na szlaku.
Po odpoczynku nieopodal zamku, ruszyłem w kierunku Szwajcarki. Szlak wiedzie pod górę i trzeba się mieć na baczności bo grasują tu koty, przed którymi ostrzega tablica na jednym z drzew. Do dziś się zastanawiam co mi groziło? Mogły mnie zamruczeć na śmierć? Zamiauczeć do szaleństwa? Nie wiem, ale lepiej mieć się na baczności!
Schronisko Szwajcarka
Wysokość: 520 m n.p.m.
O ile Zamek w Karpnikach można sobie odpuścić dla oszczędności czasu i sił, o tyle do Szwajcarki musisz zajrzeć. Musisz i już!
Dalej => obok schroniska możesz wejść na szlak czerwony, który zaprowadzi Cię na Sokolik, lub obejść Krzyżyną górę od południa przez las.
Na początek, dlaczego niby się tak upieram, że trzeba odwiedzić Szwajcarkę? Cztery powody:
1. To najstarszy budynek pełniący rolę schroniska turystycznego w Polsce.
2. Budynek został wzniesiony dla prawdziwego księcia, brata króla Prus, który na piętrze miał swoje kwatery. Wzorem były podobne budowle w Szwajcarii (stąd nazwa). Chcesz wiedzieć jak wyglądają zabytkowe gospody i pensjonaty w Alpach? Jedź w góry Sokole i zobacz Szwajcarkę.
3. To miejsce jest prawdziwą mekką wspinaczy i zawsze w sezonie kręci się ich tu wielu. Z resztą rezydują tu też instruktorzy. Lubisz dźwięk klamer i bloczków obijających się o kolana? Odwiedź Szwajcarkę 😉
4. Bo tak! Bo lubię to miejsce i życzę mu wielu gości 😉
Obok schronisk funkcjonuje pole biwakowe, jest miejsce na duże ognisko a jeśli lubisz koniki, porozmawiaj z przesympatyczną i przecudnej urody Panią w bufecie 😉
P. S. Polecam pierogi 😉
Jeśli odwiedzasz te rejony po raz pierwszy, skorzystaj z czerwonego szlaku przez Husyckie Skały i odbij w lewo na czarny szlak. Obowiązkowe punkty do zaliczenia to:
– Krzyżna Góra – bardzo stary punkt widokowy, droga wiedzie po wykutych w skale stopniach. Góra zawdzięcza swoją nazwę metalowemu krzyżowi umieszczonemu na szczycie. W pogodny dzień oferuje możliwość podziwiania fantastycznej panoramy Karkonoszy.
– Zamek Sokolec – u podnóża Krzyżnej Góry znajdował się kiedyś zamek, został zniszczony w czasie trwających w regionie wojen religijnych, ale nadal można pobawić się w szukanie zarysu dawnych murów pośród drzew,
– Husyckie Skały – dobry punkt na odpoczynek i chwilę zadumy, warto zapoznać się z informacjami na umieszczonych w okolicy tablicach. To miejsce przypomina czego doświadczały te strony na przestrzeni wieków.
Jaskinia Bukowa (Pod Krzyżną)
Wysokość: ok 540 m n.p.m.
Dojście leśną ścieżką od Szwajcarki, droga niezbyt wymagająca, ale pozarastana jeżynami, momentami słabo widoczna.
Dalej => obejście Krzyżnej Góry od południa leśnymi szlakami miedzy skałami. Ścieżka w końcu doprowadzi do czerwonego szlaku na Sokoliki.
Jaskinia, to tak naprawdę pozostałość starej kopalni. Ponoć eksploatowano tu złoże pegmatytu zasobne w duże kryształy kwarcu i ortoklazu. Dziś zostało tylko kilka metrów dawnej sztolni z masywnym filarem. Tak naprawdę widoczne są pozostałości dwóch wejść do sztolni, jedno jest znacznie mniejsze. Polecam miejsce zbieraczom ciekawych kamieni, można zapolować na jakiś okaz 😉
Dziś jaskinia jest lubiana przez miłośników bushcraftu i survivalu, kilkukrotnie widziałem tu pozostałości posłań wykonanych ze świerkowych gałęzi a ściany jaskini są konkretnie osmalone od palących się tu ognisk.
Dalsza ścieżka wije się wśród drzew i skał, miejscami ma przebieg raczej „domyślny”, ale wystarczy iść tak, by zbocze Krzyżnej Góry mieć zawsze po prawej stronie i w końcu dotrze się do czerwonego szlaku.
Niestety ostatnim razem nie udało mi się zrobić sensownego zdjęcia więc załączyłem te, które zrobiłem w czasie wizyty latem.
Nad jaskinią znajduje się punkt widokowy (widok z prawej), wejście na niego jest po zboczu od zachodniej strony.
Przełączka
Wysokość: ok 525 m n.p.m.
Przełęcz między Krzyżną Górą a Sokolikami, popularne miejsce odpoczynku, niedawno wzbogacone o rzeźbę wykonaną w pniu martwego drzewa.
Dalej => czerwonym szlakiem na Sokolik
Na tej przełęczy krzyżuje się kilka ścieżek, można udać się zielonym szlakiem na Bobrów lub odbić na północ do Trzcińska.
Ja szedłem czerwonym na górę bo tam miałem zaplanowany nocleg, jak się potem okazało – nie tylko ja 😉 Ważne informacja dla planujących biwak:
– w razie pogorszenia pogody lub innej kryzysowej sytuacji dwa najbliższe miejsca gdzie można szukać schronienia to Szwajcarka i Tabor pod Krzywą,
– na zboczach Sokolików trudno o źródło bieżącej wody, więc trzeba się w nią zaopatrzyć w Szwajcarce lub w Taborze pod Krzywą 😉
Skoro już przywołałem to miejsce, to co to jest Tabor pod Krzywą? Jest to obóz przygotowany dla wspinaczy trenujących w Sokolikach, takich obiektów jest kilka, ale dla mnie to Tabor ma charakter wręcz kultowy. Miejscówka znana w całej Polsce. Na miejscu jest pole namiotowe, kilka podestów na namioty, duża kantyna i kuchnia polowa oraz domki i prysznice. Obiekt funkcjonuje z myślą o wspinaczach, ale przyjmuje też i włóczegów 😉 Niedaleko jest obozowe źródełko gdzie można uzupełnić zapas wody.
Ja się nie wspinam, ale chyba ze trzy razy miałem autentyczną ochotę wpiąć się w linę i spróbować swoich sił na ścianie. Za każdym razem było tak gdy spędzałem wieczór wśród absolutnie wkręconych w to ludzi analizujących trasy i warianty całymi godzinami. Jeden z takich wieczorów był właśnie w Taborze.
Sokolik
Wysokość: 644 m n.p.m.
Niższy ze szczytów Gór Sokolich, ale równie atrakcyjny widokowo, z fantastycznym punktem widokowym na szczycie.
Dalej => niedaleko szczytu spędziłem noc, potem ruszyłem na wschód w kierunku Przełęczy Pod Trzema Koronami.
W tym momencie możesz mieć odrobinę mętlik co do nazewnictwa tego rejonu bo w końcu są to Rudawy Janowickie, Sokoliki czy Góry Sokole?
Na zachód od Rudaw Janowickich znajduje się bardzo małe pasmo górskie, nazywa się Góry Sokole. Tak naprawdę z dużej odległości dostrzeżesz wyraźnie jedynie dwa szczyty, wyższy jakim jest Krzyżna Góra (654 m n.p.m. ) i nieco niższy Sokolik (644 m n.p.m.), sam Sokolik ma zresztą dwa szczyty, Sokolik Mały i Sokolik Duży. Na szczycie Sokolika Dużego jest stara metalowa platforma, na którą wiodą kręte metalowe schody popularne miejsce do podziwiania widoków. Zapewne dzięki popularności tego punktu widokowego całe pasmo nazywane jest zazwyczaj Sokolikami.
Okolica Sokolika usiana jest skałami, obfituje w ścianki wspinaczkowe, więc i miłośników przytulania się do skały jest tu co niemiara. W ciągu dnia zewsząd dobiegają instrukcje i komentarze partnerów wspinaczkowych i instruktorów. Oprócz krajobrazu, z platformy widokowej można często podziwiać zmagania wspinaczy, warto też wspomnieć, że kiedyś organizowane były przejścia na linie rozpiętej między obydwoma szczytami.
Pogoda niestety nie rozpieszczała i zbyt wielu ciekawych widoków nie było mi dane tym razem obserwować, ale to nic, będą kolejne okazje.
Wieczorem dołączył do mnie jeszcze jeden amator noclegów w górach, ten z kolei wyposażony w hamak.
Wędrówka drugiego dnia zajęła mi również około 6,5 h, baaardzo niespiesznym tempem.
Dzień trzeci - Rudawy Janowickie z daleka od szlaku.
W okolicy jest wiele kilometrów szlaków, ale są to trasy współczesne. A przecież rejon był wykorzystywany do celów turystycznych od dawna. Zbaczając z oznaczonej trasy można natknąć się na bardzo ciekawe miejsca, w które dociera niewielu. I właśnie w taką trasę wybrałem się ostatniego dnia.
Pogoda z rana też nie była przychylna, więc polowanie na wschód Słońca na szczycie nie zakończyło się sukcesem.
Po śniadaniu i zwinięciu obozu ruszyłem na wschód opuszczając Góry Sokole i zmierzając z powrotem w kierunku Rudaw.
Sokoliki obszedłem od południa i schodziłem wschodnim zboczem, wędrują tędy praktycznie wyłącznie wspinacze skracający sobie drogę do Szwajcarki lub do bazy 9UP w Trzcińsku. Następnie skierowałem się pod Husyckie Skały a potem w kierunku Przełęczy Pod Trzema Koronami, gdzie krzyżują się szlaki. Tam wszedłem na szlak niebieski i zielony prowadzące na wschód, w kierunku Jańskiej Góry.
Jańska Góra
Wysokość: 565 m n.p.m.
Na szczycie góry znajduje się kilka skałek, jednak o ciekawy widok stąd bardzo trudno.
Dalej => kieruj się na północ, w dół zbocza. Szukaj ścieżek wydeptanych przez zwierzęta i pozostałości leśnych przecinek
Góra sama w sobie nie jest zbyt atrakcyjnym celem więc polecam ją obejść od wschodu i darować sobie przedzieranie się na szczyt. Miejsce, które ja wybrałem okazało się całkiem dobre do przejścia tego odcinka choć nie ma tu ani szlaku, ani nawet leśnej drogi. Łatwo je namierzyć, między szlakiem a szczytem znajdują się duże bloki skalne (zdjęcie niżej), wystarczy kierować się po zboczu tak by mieć je po lewej stronie, w odległości 20-30 metrów, w połowie zbocza zaczną przebijać pozostałości starych dróg służących do zrywki, warto je wybrać by zaoszczędzić trochę sił.
Podróż na drugą stronę góry też wiedzie poza drogami, to jednak nic trudnego wystarczy wypatrywać dogodniejszych do zejścia miejsc na zboczu.
Po zejściu w dolinę znajdziesz się na starej leśnej drodze. Jest ich tutaj mnóstwo, niektóre są nadal wykorzystywane i są w przyzwoitym stanie, inne pozarastały i choć mniej wygodne, mają mnóstwo uroku. Taki w dużej części jest następny odcinek prowadzący do opuszczonego kamieniołomu. Szukaj wiodącej na północ leśnej ścieżki.
Kamieniołom pod Rozpadłą
Wysokość: ok 510 m n.p.m.
Opuszczone miejsce wydobycia granitu, niecka zalana wodą. Urokliwe, ciche i spokojne miejsce.
Dalej => dalej na północ po zboczu, w kierunku na Rozpadłą
Jedno z miejsc, które mnie w Rudawach oczarowało. Daleko od szlaku turystycznego, cicho i spokojnie. Czasami tylko słychać pokrzykiwania wspinaczy z Rozpadłej, jeśli akurat trenują. Można tu dotrzeć korzystając z jednej ze starych (lub nowszych) leśnych dróg. Jeśli staniesz po środku drogi wjazdowej do kamieniołomu, twarzą do jego wnętrza, po swojej lewej stronie będziesz mieć skarpę. Jeśli szukasz miejsca na namiot, polecam go poszukać tam. Miejsce porośnięte mchem, dość płaskie i położone kilka metrów nad taflą wody więc mniej narażone na poranną wilgoć. Powyżej tego miejsca można też wspiąć się po zboczu najkrótszą drogą do Rozpadłej.
Rozpadła
Wysokość: ok 530 m n.p.m.
Ciekawa formacja skalna, która rozpaliła moją wyobraźnię i załatwiła mi kilka zadrapań 😉
Dalej => kieruj się na północny wschód w kierunku widocznych wyżej skał
Rozpadła to miejsce, które za każdym razem sprawia, że robię coś głupiego. Sam nie wiem, jak to się dzieje?
Może jest to związane z faktem, że była ona kiedyś popularnym miejscem wycieczek. Kiedy Janowice Wielkie były miejscem licznie odwiedzanym przez ludzi szukających odpoczynku i wytchnienia, wiodły tu szlaki turystyczne a punkt widokowy zorganizowany na szczycie skały bym najlepszym punktem do podziwiania Gór Sokolich. Tak było przed II Wojną Światową. Dziś nie wiedzie tu żaden szlak. Zaś kiedyś zapewne dość spektakularna i dostarczająca emocji droga na szczyt składająca się ze skalnych stopni, metalowych klamer i uchwytów, zamocowanych w skale, jest niekompletna i trudna do pokonania bez zabezpieczenia.
Gdy tu jestem, to zawsze mnie korci czy coś się nie zmieniło, nie wiem, może ja urosłem, albo ktoś uzupełnił jakąś brakującą klamrę? I zaczyna się zabawa w próbę wdrapania się na górę to z jednej, to z drugiej czy trzeciej strony. Dodatkowo emocje podkręca to, że braki w umocnieniach nie są duże, ale za to na ostatnim etapie, więc sporo udaje się przejść. Myślę, że dałbym radę wspiąć się na górę bez większej trudności, bardziej obawiam się zejścia bez asekuracji i dlatego zawsze się wycofuję. Może w końcu wybiorę się tam z z liną?
Sama skała jest bardzo ciekawa, W trakcie erozji bloki zaczęły się rozchodzić i powstała spora szczelina, w którą spadły kamienie i zablokowały się w niej, stąd nazwa. W kilku miejscach można się wdrapać na mniejsze lub większe półki by podziwiać widok. Szukając ciekawego widoku, wdrapałem się w jedno z takich miejsc które było porośnięte mchem i trawą, a że było dość mokro przy schodzeniu zaliczyłem krótki ślizg uzupełniając kolekcję zarysowań 😉
Warto wspomnieć, że Rozpadła jest częścią Janowickich Garbów, jest to grzbiet Rudaw wychodzący na północ i wrzynający się między Janowice Wielkie i Trzcińsko. Dla mnie to bardzo ciekawy i lubiany rejon, zwłaszcza gdy się szuka miejsc z dala od szlaków. W ciągu dnia spotkać można tutaj wspinaczy na skałach, lokalnych (znających te ścieżki) amatorów joggingu oraz rzadko turystów. Wieczorem i w nocy można spotkać sarny, dziki i sowy 😉
Powyżej Rozpadłej, widoczne są skały otaczające pozostałości starego kamieniołomu. Ja wybrałem drogę z lewej strony robiąc pętelkę po chaszczach (całkiem przyjemną) i podchodząc pod Blokowisko, ale można też od kamieniołomu udać się prosto na Decjusza i Klapucjusza.
Decjusz i Klapucjusz
Wysokość: ok 530 m n.p.m.
Skałki o ciekawej formie, na których wytyczono prawdziwą pajęczynę możliwych wariantów wspinaczki. Na niższą ze skał można się spokojnie wdrapać bez sprzętu czy umiejętności.
Dalej => kieruj się na północ w kierunku końca Janowickich Garbów
Nie wiem skąd ta nazwa, ale jestem fanem! Może inspiracja był jeden z właścicieli pobliskiego Zamku Bolczów – Justus Ludwik Decjusz? Jego życiorys na pewno zasługuje na upamiętnienie. Skałki przyjemne widokowo i jest miejsce by używając własnych pazurów wspiąć się nieco wyżej i podziwiać widok.
Gubernator, Prezes
Wysokość: ok 500 – 530 m n.p.m.
Szlak grzbietem Janowickich Garbów, bardzo polecam!
Dalej => kieruj się na wschód, powrót do Janowic Wielkich
Ja nie wiem kto te nazwy wymyślał, ale obok siebie są Zakonnik, Maczuga, Opat, Ministrant, Gubernator i Prezes. Jaki był zamysł, jaki miał klucz przy doborze nazw? Nie wiem, ale chciałbym poznać człowieka 😉
Szlak wiodący do końca Janowickich Garbów jest jednym z moich ulubionych miejsc w regionie. Wiedzie grzbietem rzadko zalesionym, oferując widok na jedną i drugą stronę, na położone niżej miejscowości, fantastyczna panorama Gór Sokolich. Uwielbiam. Do tego można się wdrapać na Prezesa lub Gubernatora, bo do końca nie wiem, który jest który, ale na jednego wejść się da bez sprzętu i na górze jest świetne miejsce do podziwiania widoków. Więc kto jeszcze nie siedział na Prezesie (lub Gubernatorze) ma okazję!
Większość szlaków w Rudawach wiedzie przez las, z rzadka jest okazja na jakąś szerszą panoramę ze szczytu, więc odcinek prawie 400 m, obfitujący w widoki i miejsca do ich podziwiania jest naprawdę czymś wyjątkowym. Tym bardziej, że jest też gdzie posadzić kuper by się tym nacieszyć. Można to zrobić na szczycie jednego z szacownych Panów, o których wspomniałem wcześniej lub na polance obok zwalonego pnia, powyżej Ministranta, Maczugi i Opata.
Dla mnie był to już koniec pobytu w Rudawach Janowickich, więc tym bardziej wykorzystałem uroki miejsca i zabawiłem tu dłużej.
Powrót odbywać się może na kilka sposobów, bo leśnych dróg jest tu sporo, niestety ja trafiłem na czas zrywki drewna więc duża część dróg była prawdziwym testem dla wodo- i błoto- odporności moich butów. Po zejściu do Janowic czekał mnie jeszcze spacerek po łąkach koło Urzędu Gminy by pozbyć się z butów kilogramów błota, które miało zamiar zabrać się ze mną do Szczecina. 😉
Trasa ostatniego dnia zajęła mi 3,5 h.
Uwagi na koniec
Sprawy do przemyślenia przed wyruszeniem w drogę:
1. Do plecaka: na pewno mapa i kompas, wędrówka jest częściowo poza szlakiem i w lesie, łatwo stracić orientację.
2. Co sprawdzić przed wyjściem: oczywiście pogodę. Oprócz tego ograniczenia wejścia na trasie. Czy nie jest prowadzona np. wycinka i zamykany dla turystów pewien rejon lasu.
3. Bardzo proszę, jeśli dojdziesz do wniosku, że chcesz wdrapać się, na którąś ze skał to zrób to po szczerej ocenie swoich możliwości i umiejętności a nie dlatego, że ja napisałem, że można. Nie znam Cię i Twojej kondycji, odpowiadam tylko za siebie, Ty też!
Kkilka zdjęć z mojego wyjazdu na zachętę.
A właśnie! Jeśli dotarłeś do tego miejsca, to znaczy, że było ciekawie. Nie zapomnij polubić mojej strony na >> Facebooku << będziesz wiedzieć gdy wrzucą coś nowego. Możesz też zostawić komentarz od siebie.
Czołem!
0 komentarzy